Nowy materiał W Yachts bierze na warsztat Princess F45: popularny flybridge poniżej 50 stóp, który potrafi być bardzo dobrym wyborem dla właściciela prowadzącego jacht samodzielnie. Wniosek nie jest jednak prostym “kup” albo “nie kup”. Ten model trzeba kupować po roczniku, konfiguracji i realnym sposobie pływania.
Co F45 robi dobrze
Oficjalna strona Princess podaje długość całkowitą 14,35 m, szerokość 4,26 m, dwie kabiny dla czterech osób, silniki Volvo D6-480 IPS 650 oraz zakres prędkości maksymalnej 29-31 węzłów. To nadal mocny zestaw dla armatora, który chce flybridge, ale nie chce wchodzić w pełną logistykę większego jachtu z załogą.
Film W Yachts zwraca uwagę na trzy realne zalety. Pierwsza to pełnoszeroka kabina armatorska, rzadko spotykana tak dobrze w tej długości. Druga to kambuz otwarty na kokpit, który na kotwicy ułatwia życie z gośćmi. Trzecia to stanowisko sterowe z dobrą widocznością i dwoma osobnymi fotelami, ważne przy szybkim pływaniu i dłuższych przelotach.
Rozsuwany kokpit trzeba sprawdzić z tenderem
Najbardziej reklamowana funkcja F45, czyli elektrycznie rozsuwane siedzisko rufowe, daje więcej miejsca w kokpicie. Problem zaczyna się wtedy, gdy na platformie stoi tender. W filmie pada praktyczna uwaga: system kontroli tendera i układ ławy mogą ograniczyć użycie tej funkcji, jeśli łódka jest większa, źle ustawiona albo trzeba działać przy kei rufą do nabrzeża.
To jest dobry przykład pytania, które powinno paść podczas oględzin. Nie wystarczy nacisnąć przycisk przy pustej platformie. Trzeba sprawdzić konfigurację z faktycznym tenderem, przejścia na rufie, wodowanie w ciasnej marinie i to, czy sprzedający pokazuje funkcję w warunkach podobnych do późniejszego używania.
Dwie kabiny i 14,35 m to decyzje kosztowe
Princess F45 pozostaje jachtem dwukabinowym. Dla pary, rodziny z jednym lub dwojgiem dzieci albo właściciela pływającego z jedną parą gości to może być właściwy kompromis. Dla kogoś, kto potrzebuje trzeciej kabiny, kabiny załogi lub bardziej czarterowego układu, problem nie zniknie po doposażeniu.
Druga liczba to 14,35 m długości całkowitej. W wielu marinach śródziemnomorskich rozliczenie postoju zależy od kategorii długości. Jeżeli jacht przekracza próg 14 m, właściciel może trafić do bardziej obciążonej i droższej kategorii 15 m. To nie przekreśla modelu, ale powinno wejść do kalkulacji całkowitego kosztu posiadania obok ubezpieczenia, serwisu IPS i zimowania.
Rocznik ma znaczenie większe niż okazja cenowa
Materiał wskazuje, że F45 zadebiutowała w 2019 roku, a pierwsze roczniki przypadły na trudny okres łańcuchów dostaw. W due diligence trzeba więc rozdzielić ogólną jakość brytyjskiej konstrukcji od konkretnych elementów egzemplarza: uszczelnienia w okolicy rufy i platformy, ślady wilgoci w maszynowni, historię gwarancyjną, węże wydechowe, windę kotwiczną oraz dokumentację prac serwisowych.
Ważna jest też konfiguracja. Na rynku wtórnym mocniejsze silniki, sprawny Seakeeper i dobrze udokumentowany serwis mogą być ważniejsze niż sama najniższa cena ofertowa. Tani egzemplarz bez stabilizacji może później okazać się trudniejszy w odsprzedaży, nawet jeśli podczas pierwszych oględzin wygląda atrakcyjnie.
Kiedy ten model ma sens
Princess F45 ma sens dla właściciela za sterem, który pływa po wybrzeżu, nie potrzebuje osobnej załogi i akceptuje dwie kabiny w zamian za bardzo komfortową kabinę armatorską. Nie jest naturalnym wyborem dla rodziny z większą liczbą gości ani dla armatora, który chce mieć stałą pomoc na pokładzie.
Przed decyzją warto zestawić F45 z tym samym schematem, który stosujemy przy historii serwisowej jachtu: dokumenty, objawy techniczne, konfiguracja i przyszła odsprzedaż muszą mówić to samo. Jeżeli potrzebujesz niezależnego spojrzenia na konkretną jednostkę, aktualne kontakty i doradztwo kupującego znajdziesz w W Yachts.
Oglądasz Princess F45?
Sprawdź nie tylko cenę i rocznik. Poproś o test rufy z tenderem, historię serwisu IPS, dokumentację stabilizacji i kalkulację miejsca postojowego.
Porozmawiajmy →



