Rynek jachtów w PolscePLENYouTubeFacebookInstagramSubskrybuj
RynekJachtów
Dziennik rynku jachtów motorowych
Jacht motorowy przy kei, obok bagażu czarterowego oraz dokumentów, kluczy i kalkulatora właściciela — ilustracja AIIlustracja AI
Komentarz · Komentarz Tomasza

Czarter czy własny jacht? Prawdziwy rachunek zaczyna się po trzecim tygodniu

Tomasz Wrzesiński · Broker jachtowy · · 15 min czytania

Wziąłem własne faktury za 53-stopowy jacht motorowy na Morzu Śródziemnym i zestawiłem je z ceną konkretnej, publicznie oferowanej jednostki czarterowej w Dalmacji. Wyszedł z tego punkt przecięcia, dwa koszty niewidoczne w cenie za tydzień i trzy sytuacje, w których nadal odradzam klientowi zakup.

Zacznę od zdania, które powinno paść na początku, a nie w stopce: zarabiam na sprzedaży jachtów. Kiedy klient kupuje, dostaję prowizję. Czytaj więc wszystko, co napiszę niżej, z tą świadomością i oceniaj każdą liczbę osobno. Właśnie dlatego nie oparłem tej kalkulacji na branżowej regule z internetu. Punktem wyjścia są faktury, które sam płacę, oraz publiczna cena czarteru, którą można sprawdzić.

Pytanie, od którego wszystko się zaczyna, słyszę niemal w każdej pierwszej rozmowie: po co kupować jacht, skoro popływam na nim dwa tygodnie w roku? Czy nie taniej wyczarterować?

To uczciwe pytanie. W części przypadków uczciwa odpowiedź brzmi: tak, czarteruj. Zanim jednak do tego dojdziemy, trzeba położyć na stole liczbę, której w takich porównaniach prawie nigdy nie ma — ile naprawdę kosztuje roczne utrzymanie takiej jednostki.

45 tysięcy euro, bez procentów z internetu

Biorę konkretny przypadek: 53-stopowy jacht motorowy, trzy do pięciu lat po wodowaniu, trzymany na Morzu Śródziemnym i eksploatowany bez stałej załogi.

Razem: 45 000 euro rocznie.

Zwróć uwagę, czego w tej kwocie nie ma: paliwa. Nie ma go celowo. Klient czarterujący płaci za paliwo tak samo jak właściciel, więc nie jest to pozycja, która odróżnia jedną opcję od drugiej. Wpisanie paliwa wyłącznie po stronie właściciela wykrzywiłoby porównanie.

Teraz zestaw te 45 tysięcy z regułą powtarzaną na forach: roczne utrzymanie jachtu kosztuje 10–12 procent jego wartości. Przy jednostce wartej 1,5 mln euro dawałoby to około 150–180 tysięcy euro rocznie — na 53 stopy, bez stałej załogi. Taka ogólna reguła nie opisuje rachunków, które faktycznie opłacam. Brzmi poważnie, ale zwalnia z policzenia konkretnego jachtu, konkretnej mariny i konkretnego sposobu użytkowania.

To nie znaczy, że każdy 53-stopowy jacht da się utrzymać za 45 tysięcy. Inna marina, pełnoetatowy kapitan, duża awaria, finansowanie albo intensywna eksploatacja zmienią wynik. To jest rzeczywisty przypadek porównawczy, nie uniwersalny cennik.

Po drugiej stronie stołu: konkretna łódź, nie widełki

Żeby porównanie miało sens, po stronie czarteru również musi stać konkret. Biorę więc jednostkę z oferty, którą znam: M/Y WHITE, Azimut 53 Flybridge z 2024 roku. Ma około 16 metrów długości, trzy kabiny dwuosobowe dla sześciu gości i bazuje w Marina Lav w Podstranie, niedaleko Splitu.

W chwili sporządzania tej kalkulacji tygodniowa cena w średnim sezonie wynosiła 14 515 euro. Po doliczeniu pakietu obejmującego między innymi pościel, sprzątanie końcowe i formalności portowe otrzymywałem około 15 000 euro za tydzień. Ceny czarterowe są dynamiczne, dlatego przed podjęciem decyzji trzeba porównać aktualną stawkę dla konkretnego terminu, a nie liczbę zapamiętaną z ubiegłego sezonu.

W tej cenie jest skipper. W moich 45 tysiącach kapitana nie ma, ponieważ własnym jachtem pływam sam. Czarterowana jednostka jest również praktycznie nowa, podczas gdy przykład kosztowy dotyczy łodzi trzy- do pięcioletniej. Oba założenia działają na korzyść czarteru i zostawiam je świadomie.

Podziel 45 tysięcy euro kosztów bieżących przez około 15 tysięcy za tydzień czarteru, a otrzymasz trzy tygodnie. W szczycie sezonu, gdy stawka za tę klasę jachtu rośnie, próg przesuwa się bliżej dwóch tygodni.

Wniosek jest prosty, ale tylko na tym etapie kalkulacji: jeżeli pływasz dłużej niż mniej więcej trzy tygodnie w roku, same bieżące koszty własnego jachtu mogą być niższe niż czarter porównywalnej jednostki. To jeszcze nie oznacza, że zakup jest tańszy. Brakuje największej pozycji.

Koszt, którego nie widać na żadnej fakturze

Deprecjacja nie przychodzi e-mailem i nie ma terminu płatności. Dlatego tak łatwo ją pominąć.

W przyjętym przeze mnie modelu jacht motorowy tej klasy traci orientacyjnie około 30 procent wartości w pierwszych pięciu latach i mniej więcej połowę w ciągu dekady. Nie jest to gwarantowana krzywa dla każdego modelu. Wynik zależy od marki, popularności jednostki, jakości serwisu, specyfikacji, motogodzin, koniunktury i ceny, po której naprawdę uda się sprzedać jacht. Przy wartości początkowej 1,5 mln euro modelowy spadek o 30 procent oznacza jednak około 450 tysięcy euro w pięć lat, czyli średnio 90 tysięcy euro rocznie.

To więcej niż wszystkie opisane koszty bieżące razem wzięte.

Powiem wprost: w pięcioletnim horyzoncie, po wpisaniu utraty wartości do tabeli, czarterujący bardzo często wygrywa finansowo. Nie ponosi straty przy odsprzedaży, bo jacht nigdy nie był jego. Każdy, kto porównuje wyłącznie marinę i serwis z tygodniową ceną czarteru, pokazuje tylko pół rachunku.

Są jednak dwa sposoby, aby ten koszt ograniczyć.

Pierwszy jest banalny: nie kupuj na najbardziej stromym odcinku krzywej. Największa utrata wartości często przypada na pierwsze lata po wodowaniu. Niech poniesie ją pierwszy właściciel. Dobrze utrzymana jednostka trzy- do pięcioletnia może mieć najgorszy spadek już za sobą, a nadal być w znakomitym stanie wizualnym i mechanicznym. Właśnie o takim jachcie mówi ta kalkulacja, nie o egzemplarzu zamawianym w stoczni.

Drugi sposób to oddanie jachtu w zarząd czarterowy na część sezonu.

Jacht może zarabiać, ale nie ma darmowych pieniędzy

Przychód z czarteru może pokrywać część kosztów stałych i utraty wartości. W typowych programach śródziemnomorskich właściciel otrzymuje około 65 procent wpływów, a około 35 procent pozostaje u operatora, który prowadzi sprzedaż, obsługuje klientów, przygotowuje jacht i organizuje dokumenty, sprzątanie oraz operacje w bazie. Dokładny podział i lista kosztów zawsze wynikają z konkretnej umowy.

Dobrze sprzedająca się jednostka w Chorwacji może osiągnąć 20–24 tygodnie czarterowe w sezonie. To możliwy wynik dla właściwego modelu, lokalizacji i ceny, a nie obietnica. Konserwatywny biznesplan powinien pokazywać również scenariusz słabszego obłożenia, rabatów, postoju serwisowego i prowizji pośredników.

Właściwie zorganizowana działalność komercyjna może też dawać prawo do odliczenia VAT naliczonego przy zakupie jednostki przeznaczonej do wynajmu. Nie jest to jednak automatyczny „zwrot 25 procent”. Jacht musi rzeczywiście służyć zarejestrowanej działalności, struktura własności i rozliczeń musi odpowiadać przepisom, a prywatne korzystanie wymaga właściwego ujęcia podatkowego. Taki model trzeba ułożyć z chorwackim doradcą podatkowym i księgowym przed zakupem, nie po nim.

Jest za to cena, o której operatorzy mówią ciszej. Jeżeli jacht zarabia w lipcu i sierpniu, to nie ma Cię wtedy na pokładzie. Oddajesz najlepsze tygodnie sezonu w zamian za przychód, który łagodzi koszty posiadania. Część właścicieli akceptuje ten układ i pływa w czerwcu oraz we wrześniu — na Morzu Śródziemnym często są to przyjemniejsze miesiące. Inni zostawiają jacht wyłącznie dla siebie. Obie decyzje są rozsądne. Nie da się tylko jednocześnie mieć pełnej dostępności i maksymalnego przychodu z czarteru.

Czego nie widać w cenie za tydzień

Proste porównanie zakłada, że czarterujesz jednostkę w takim stanie, w jakim utrzymywałbyś własną. Nie zawsze tak jest.

Operator sprzedający 20 tygodni w sezonie, przy średnio 15 motogodzinach tygodniowo, nabija około 300 motogodzin rocznie. Prywatny właściciel jednostki tej wielkości często robi ich około 100. To wartości z mojej praktyki, nie branżowa norma. Pokazują jednak skalę: jeden intensywny sezon czarterowy może odpowiadać kilku spokojniejszym sezonom prywatnym.

Ważniejsze od samego licznika jest to, że łodzią nie steruje jeden uważny właściciel, lecz wielu gości. Zużycie widać na burtach, tapicerce kokpitu, platformie kąpielowej i elementach, których nikt nie traktuje jak własnych.

To nadal nie jest największe ryzyko czarteru. Większe bywa zapisane w umowie.

Kontrakty czarterowe często zawierają klauzulę jednostki zastępczej. Jeżeli zarezerwowany jacht nie może wykonać czarteru, operator może zaproponować inny o zbliżonych parametrach i pojemności. Problem kryje się w słowie „zbliżonych”. Jacht wybrany w lutym może wrócić z poprzedniego rejsu uszkodzony, a w sierpniu dostępne będzie tylko to, co zostało w bazie. Rozwiązanie może być zgodne z umową, ale dalekie od wakacji zaplanowanych pół roku wcześniej.

Podobnie działa pogoda. Zwrot lub przesunięcie terminu dotyczy zwykle warunków uniemożliwiających bezpieczne wyjście, nie po prostu złej prognozy. Deszcz nie jest podstawą do rezygnacji, a odwołanie czarteru tuż przed terminem może oznaczać utratę całej wpłaty.

Przed podpisaniem umowy warto więc policzyć nie tylko stawkę bazową, lecz także pełny budżet czarteru wraz z APA, portami, paliwem i napiwkiem. Dopiero wtedy porównujesz całkowity koszt urlopu z całkowitym kosztem posiadania, zamiast zestawiać dwie liczby opisujące co innego.

Właściciel patrzy w czwartek na prognozę, widzi paskudny tydzień i przekłada wyjście. Nikogo nie pyta o zgodę i nie traci opłaconego czarteru. To jedna z realnych różnic między dostępem do jachtu a posiadaniem go.

Jedenaście wyjść zamiast dwóch tygodni

Teraz rzecz, której nie podeprę fakturą ani badaniem. To obserwacja z ponad 20 lat pracy z armatorami — i powód, dla którego przestałem przyjmować zdanie „popływam dwa tygodnie w roku” jako gotowy fakt.

Prawie każdy klient mówi to samo: nie mam czasu, wykorzystam jacht najwyżej przez dwa lub trzy tygodnie. Potem kupuje, a po roku okazuje się, że był na pokładzie jedenaście razy. Nie jedenaście tygodni, lecz jedenaście osobnych wyjść: piątkowe popołudnie, majowy weekend, kolacja przy kei, dzień na wodzie z klientem, tydzień w czerwcu i drugi we wrześniu.

Kalendarz tego człowieka nie zrobił się luźniejszy. Zmienił się sposób podejmowania decyzji.

Przy czarterze pytanie brzmi: czy jestem w stanie zablokować cały tydzień za pół roku i zapłacić za niego dzisiaj? Przy własnym jachcie: czy mam wolną sobotę? Na drugie pytanie znacznie łatwiej odpowiedzieć „tak”.

Widzę jeszcze jeden wzorzec. Z czasem właściciele zaczynają układać pracę tak, aby zostało w niej miejsce na jacht. Skoro stoi w marinie i jest opłacony, niewykorzystany weekend zaczyna uwierać jak pieniądze pozostawione na stole. To obserwacja brokera, nie prawo ekonomii. Tłumaczy jednak, dlaczego próg trzech tygodni w praktyce przekracza się łatwiej, niż klienci zakładają przed zakupem.

„Kupimy we trzech” — najdroższy pomysł w tej rozmowie

W komentarzach zawsze pojawia się oczywiste rozwiązanie: kup jacht z dwoma kolegami. Podzielcie koszty na trzy i pływajcie po jednej trzeciej sezonu. Na papierze cały rachunek wygląda trzy razy lepiej.

Trzeba jednak rozdzielić dwa zupełnie różne modele. Profesjonalny program współwłasności, z operatorem, precyzyjną umową i systemem rezerwacji, potrafi działać bardzo dobrze, ponieważ prowadzi go neutralna strona. Trzy rodziny dogadujące się na grupowym czacie to inne przedsięwzięcie. Nie ma operatora, procedur ani osoby, która rozstrzygnie pat. Od przyjaźni oczekuje się, że wykona pracę firmy zarządzającej.

Pierwszym problemem jest kalendarz. Lato można podzielić na trzy, ale pierwszego długiego weekendu w maju i najlepszego tygodnia sierpnia już nie — wszyscy chcą jachtu w tym samym czasie.

Potem przychodzą drobiazgi, które niszczą znajomości. Przyjeżdżasz na swój tydzień, zbiorniki są puste i pierwsze godziny urlopu spędzasz przy stacji paliw. Poprzedni współwłaściciel nie posprzątał, więc zaczynasz od kokpitu. Operator czarterowy ma ludzi, procedury i kaucję. W nieformalnej współwłasności trudno wystawić koledze fakturę za bałagan.

Dalej są pieniądze. Faktura z mariny przychodzi w styczniu, kiedy nikt nie pływał od września, a jeden ze współwłaścicieli miał słaby rok. Ktoś inny dopłaca jego część — i zwykle nie ostatni raz.

Gdy koleżeńska umowa trafia do sądu

To, jakie przepisy znajdą zastosowanie, zależy między innymi od bandery, struktury własności i prawa właściwego dla umowy. Poniżej opisuję przykład oparty na prawie polskim; nie jest to indywidualna porada prawna.

Zgodnie z art. 210 Kodeksu cywilnego każdy współwłaściciel może żądać zniesienia współwłasności. Uprawnienie można umownie wyłączyć najwyżej na pięć lat, przy czym przed upływem tego terminu dopuszczalne jest jego przedłużenie na kolejne okresy pięcioletnie. Do wystąpienia do sądu jeden współwłaściciel nie potrzebuje zgody pozostałych.

Jachtu nie da się sensownie podzielić fizycznie, więc sąd może przyznać go jednej osobie z obowiązkiem spłaty pozostałych albo zarządzić sprzedaż. Sprzedaż nie następuje automatycznie, ale staje się realna, gdy nikt nie może lub nie chce przejąć całości.

Jeżeli dojdzie do egzekucyjnej sprzedaży jachtu jako ruchomości, art. 867 § 2 Kodeksu postępowania cywilnego przewiduje cenę wywołania równą trzem czwartym wartości oszacowania w pierwszym terminie licytacji i połowie tej wartości w drugim. Do tego dochodzą koszty wyceny, postępowania i sprzedaży.

W praktyce jeden zdeterminowany, skłócony współwłaściciel może uruchomić proces, którego wynikiem będzie sprzedaż znacznie poniżej ceny możliwej do uzyskania w spokojnej transakcji brokerskiej.

Moja zasada jest prosta: jeżeli nie możesz bez napięcia kupić większego jachtu sam, kup mniejszy, ale w całości własny. Pełna kontrola nad mniejszą jednostką jest dla mnie warta więcej niż jedna trzecia większej, nad którą nie panujesz.

Komu naprawdę odradzam zakup

Teraz zagram przeciwko własnej prowizji. Są trzy grupy klientów, których świadomie odsyłam do czarteru. Wolę powiedzieć to przed transakcją, niż pozwolić im dojść do tego po dwóch sezonach.

Pierwsza grupa to ludzie, którzy naprawdę nie potrafią regularnie wyrwać się z pracy. Nie ci, którzy tylko tak mówią, lecz ci, których firma od lat wymaga stałej obecności na miejscu.

Druga grupa to osoby, które co roku chcą pływać gdzie indziej: teraz Chorwacja, w przyszłym sezonie Baleary, potem Karaiby. Własny jacht ma port macierzysty, a jego przestawienie kosztuje czas i pieniądze.

Trzecia grupa jest najważniejsza: osoby bez doświadczenia. Jeżeli miałby to być Twój pierwszy jacht powyżej 12 metrów, przepłyń najpierw sezon w czarterze i wypróbuj dwie albo trzy różne łodzie w rejonie, w którym planujesz pływać.

Nie piszę tego z grzeczności. Sezon czarterów kosztuje ułamek ceny pomyłkowego zakupu. Wolę sprzedać Ci właściwą jednostkę za rok niż niewłaściwą w tym miesiącu.

Co to znaczy dla Ciebie

W opisanym przykładzie koszty bieżące wynoszą 45 tysięcy euro rocznie, a punkt przecięcia z ceną czarteru leży w okolicy trzeciego tygodnia. Zakup jednostki trzy- do pięcioletniej może ominąć najgorszy odcinek utraty wartości. Dalej masz wybór: oddajesz jacht w czarter na część sezonu albo uznajesz deprecjację za cenę pełnej dostępności.

Pływaj dłużej niż trzy tygodnie w roku, a same koszty utrzymania mogą zejść poniżej porównywalnego czarteru. Gdy doliczysz utratę wartości i koszt kapitału, odpowiedź będzie zależała od wieku łodzi w chwili zakupu, okresu posiadania, ceny późniejszej sprzedaży oraz przychodu z czarteru. Pełne wyliczenie robi się na liczbach konkretnej jednostki, nie na średnich z internetu.

Napisałem na początku, że zarabiam, gdy klient kupuje. To się nie zmieniło. Dałem jednak liczby, które można sprawdzić, i trzy sytuacje, w których sam odsyłam do czarteru. Oceniaj mój wywód na tej podstawie.

I jedno pytanie na koniec, warte więcej niż cała kalkulacja:

Ile dni naprawdę spędziłeś w zeszłym roku na wodzie? Nie ile planowałeś — ile faktycznie.

Ta jedna liczba odpowiada za Ciebie na większość pytania: czarter czy własny jacht?

Jeżeli chcesz przeprowadzić taką kalkulację dla konkretnego modelu, aktualne jednostki, oferty czarterowe i kontakt do zespołu znajdziesz w W Yachts.

Tomasz Wrzesiński — broker jachtowy. Tekst ma charakter informacyjny. Kwestie podatkowe i prawne należy zweryfikować dla konkretnej bandery, struktury własności, kraju rejestracji i sposobu użytkowania jednostki.

Źródła

Tomasz Wrzesiński

Praktyczna analiza rynku dla polskich kupujących

Raz w tygodniu. Bez spamu i bez przepisywania komunikatów prasowych — to, co naprawdę ma znaczenie przy zakupie i sprzedaży jachtu. Tomasz Wrzesiński, W Yachts.

Po wysłaniu formularza otrzymasz e-mail z linkiem potwierdzającym zapis.

Czytaj dalej